sobota, 21 marca 2015

Rozdział 4.

Powoli rozmazany obraz nabierał kształtów. Czuła się zdezorientowana i ospała, jednak czuła narastającą moc w sobie. Kiedy już całkiem otworzyła oczy zauważyła jakąś postać stojącą przy oknie. Wyglądała tak jak Naruto pierwszego dnia, ale to nie był on. To był Sasuke. Co on tu robił? Podniosła się delikatnie na łokciach robiąc mały szelest. Nie trzeba było długo czekać na reakcję Sasuke. Przyglądali się sobie nawzajem nic nie mówiąc. Po chwili czarnowłosy ruszył w stronę drzwi zostawiając ją samą.
'Co do cholery?'- pomyślała.
Po niespełna dwóch minutach do sali weszła Tsunade.
-Jak dobrze, że już się obudziłaś- powiedziała z ulgą w głosie.
-Już? To ile spałam?- zapytała wyraźnie zdziwiona. Wydawało się jej, że minęło parę godzin od incydentu w lesie.
-Dwa tygodnie- odpowiedziała jej spokojnym głosem.
-Co?! Jak to dwa tygodnie? Niemożliwe!
-Nie krzycz Kasumi. Oszczędzaj siły, bo jutro już wracacie do normalnych treningów. 
Jednak słowa Hokage nie poruszyły jej w żaden sposób. Patrzyła po skosie nie zwracając na nią uwagi. Wiedziała, że stało się coś wielkiego. Czuła, że blokada po prosto zniknęła. Zacisnęła pięści na kołdrze gotowa do treningów jeszcze tego samego dnia. Energia w niej buzowała i czuła jakby miała zaraz eksplodować. Wiedziała, że ciężko będzie jej wytrzymać do dnia następnego.


* * *

Otworzyła coś co przypominało zupkę chińską i zalała wrzątkiem. W jej głowie się kotłowało tyle myśli, że nie była w stanie z nikim rozmawiać. Chodziła skupiona twardo patrząc pod nogi. Dopiero po 10 minutach zaczęła się rozluźniać i włączyła sobie mały telewizor, który stał na szafce w kącie kuchni. 
-Nie są nawet aż tak zacofani jak myślałam- mruknęła sama do siebie- Przecież to taki sam świat jak mój, z tym, że o 20 lat wcześniej, no i oczywiście w Tokio nie spotkałbyś się z shinobi i demonami, które są zapuszkowane w tobie- pierwszy raz od początku jej pobytu w Konohagakure zaczęła się zachowywać tak jak w jej starym świecie. Uśmiechała się i miała dobry humor jak nigdy wcześniej. 
-Czas na prysznic- przydał jej się zważając na dwutygodniowy pobyt w szpitalu. 
Nie miała pojęcia, że za małym oknem siedział Konohamaru i przyglądał jej się maślanymi oczami. 
-Ooo, no dawaj. Kasumi podejdź tu bliżej. No proszę- mówił sam do siebie. Niestety jego plan nie powiódł się i niczego konkretnego nie zobaczył. 
Po 25 minutach blondynka postanowiła zakończyć czas relaksu i przejść się po wiosce. Miała małą nadzieję, że spotka Sasuke. Nie potrafiła go rozgryźć. Z jednej strony zachowywał się tajemniczo, ale z drugiej w takim razie dlaczego tak bacznie przyglądał się jej na treningach i dlaczego był w jej sali szpitalnej, gdy się obudziła? Jeszcze to spotkanie z nim pierwszego dnia. Był tajemniczy, a Kasumi należała do osób dociekliwych i miała zamiar zdjąć z niego zagadkową powłokę.
Nie miała pojęcia, że to jej pierwsze wywołane wrażenie sprawiło, że Uchiha się nią zainteresował. Nikt nie zauważył do tej pory, że pilnuje jej jak oka w głowie. Tylko oni we dwoje coś wyczuwali. Było to nowe i oboje nie wiedzieli w czym tkwi sekret, a odpowiedź była prosta. Sekretem jest siła przyciągania. Poza tym Kasumi była bardzo atrakcyjna. Sasuke wiele razy karcił się za spoglądanie na jej figurę z ukratka.

Dziewczyna ubrała się w czarną koszulową sukienkę, która pełniła funkcję jej piżamy i podkreślała jej kształtny biust. Wzięła jeszcze tylko ręcznik, aby podsuszyć włosy. W tym samym czasie, gdy wyszła z łazienki otworzyły się drzwi od jej mieszkania. Zobaczyła
przed sobą całą bandę Konohy.

W tłumie nie znalazła jednak Sasuke. Trochę ją to tak jakby rozczarowało chociaż nie chciała się do tego przyznać nawet przed samą sobą.
-Oooo cholercia- zaczął mówić gorączkowo Shikamaru, który do tej pory nie widział żadnej dziewczyny aż tak skąpo ubranej.
-Eeeeee, przepraszamy Kasumi- wydukał Naruto. Ona sama też się zmieszała z zaistniałej sytuacji.
-Shit.. Powinnam się zamykać, gdy idę pod prysznic. 
-Tak. To mogłoby się źle skończyć- odpowiedział Neji jak zawsze ze stoickim spokojem. Jego ten widok nie ruszył. Jest idealnym kandydatem na członka ANBU.
-Dobrze, że Sasuke tu nie ma..- szepnęła ze skwaszoną miną Sakura do Ino.
-Coo? On jej się podoba?- zapytała oburzona
blondynka.
-No oczywiście, że tak. Przecież to Sasuke-kun!- w ich oczach zapałały szczere iskry nienawiści.
Dotychczasowy podziw dla Kasumi ze strony Ino wyparował jak woda pod wpływem 1000 stopni C. Nie zamierzała z nikim się dzielić swoim ukochanym.
-No cóż, nic się nie stało. Dajcie mi chwilę- blondynka złapała swój kombinezon, który niezbyt przypadł jej do gustu wybrany przez Sakure, Ino, TenTen i Hinatę. Jednak nawet w nim wyglądała świetnie. Z powrotem zamknęła drzwi łazienkowe. Po 30 sekundach była już ubrana.
-A więc o co chodzi?- zapytała zdziwiona.
-Aaaaa po prostu tak o wpadliśmy do ciebie się przywitać po tych 14 dniach i dowiedzieć czy u ciebie wszystko w porządku- odparł Lee przyjacielsko. 
Kasumi w tym momencie poczuła się jakby oni byli jej prawdziwymi przyjaciółmi, i że może im zaufać. 
Uśmiechnęła się i chociaż jeszcze pół godziny temu nie miała chęci, aby rozmawiać z kimkolwiek, odparła- To miłe. Chodźcie. Jesteście głodni?- zaproponowała.
-Tak! Tak!- odkrzyknął Choji, który był największym głodomorem- Lubię twoją siostrę Naruto- rzekł do blondyna zapychając sobie usta ostatnimi czipsami z paczki.
-Tak, wiem Choji.

* * *

Po wyjściu swoich przyjaciół Kasumi postanowiła przejść się po wiosce. Odpaliła papierosa i kroczyła pewnym krokiem przed siebie. Nie wiedziała gdzie idzie i nie miała żadnego miejsca na celu. Po piętnastu minutach wędrówki znalazła ławkę, na której usiadła. Wyciągnęła już kolejnego papierosa z paczki widząc, że został jej jeszcze tylko jeden. W wiosce jeszcze niestety nie mogła kupić sobie samodzielnie papierosów, ale Tsunade załatwiła jej specjalną zgodę Hokage. Nagle usłyszała jakiś szelest i zauważyła Kakashiego siedzącego obok niej. Siedzieli chwilę nie zwracając na siebie uwagi.
-A więc..- zaczęła blondynka- O co chodzi?- wiedziała, że nie przyszedł bezinteresownie.
-Kasumi- odpowiedział po chwili zastanowienia- Wiesz w jakim niebezpieczeństwie jesteś, prawda?
-Owszem, zdaję sobie z tego sprawę- odpowiedziała w ogóle nie przejmując się słowami swojego senseja. 
-Więc nie powinnaś siedzieć tutaj tak całkiem sama bez nadzoru- odpowiedział już nieco bardziej przejętym głosem- Poza tym jutro zaczynamy od nowa treningi.
-To nie będzie problemem- wstała i rzuciła peta przed siebie po czym przydeptała go stopą- Nie doceniacie mnie- niemalże niewidocznie się uśmiechnęła i ruszyła w stronę swojego domu. 
W pewnym momencie poczuła nieprzyjemne dreszcze. Rozglądnęła się dookoła, ale niczego nie dostrzegła jednak nie dało jej to spokoju. Ruszyła biegiem, nie mając pojęcia przez jak niebezpieczną osobę jest obserwowana.


* * *

-Coś mi tutaj nie pasuje..- powiedział Sasuke sam do siebie. Od wyjścia ze szpitala bacznie obserwuje Kasumi. Nikt nie wiedział o tajnej misji, którą zleciła mu Tsunade. Jego zadaniem było pilnowanie blondynki i dbanie, aby nikt niewłaściwy się nią nie zainteresował. Podążał cicho za nią skacząc z drzewa na drzewo. Wyczuwał jej niepokój. Wiedziała, że coś jest nie tak. 
Przystanęła i zaczęła się rozglądać.
-Zaraz, co do...- nie zdążył dokończyć zdania, ponieważ w danym momencie nie widział niczego oprócz otaczającego go dymu -Jak ja mogłem dać się tak zaskoczyć!?- syczał przez zaciśnięte zęby. Wyskoczył z zasadzki i zaczął się rozglądać. Daleko przed nim widział dynamicznie poruszającą się sylwetkę oraz krzyk Kasumi. Zacisnął pięści i biegiem ruszył przed siebie.
'Jakim cudem ktoś mógł złamać tak silną blokadę nałożoną na wioskę?'- myślał dociekliwie.
Potrzebował 15 sekund, aby zbliżyć się do zamaskowanego wroga. Gdy czarna postać zrozumiała, że nie uniknie starcia rzuciła Kasumi na ziemię i szybko rzuciła technikę iluzji. Blondynka siedziała patrząc niewyraźnym wzrokiem przed siebie. Od czasu do czasu było widać wyraźny grymas bólu na jej twarzy.
-Kim ty do cholery jesteś?!- krzyczał Sasuke wymierzając pierwszy cios.
Jednak napastnik nie odpowiadał. Toczyli zaciętą walkę, która była dosyć wyrównana. Sasuke powoli odczuwał skutki odniesionych obrażeń. 
-Ten miecz...- szepnął sam do siebie. Po drugim ugodzeniu czuł, że traci coraz więcej czakry. Już wiedział co jest przyczyną jego spowolnienia i osłabienia. Starał się trzymać na nogach jak najdłużej, ale niestety po zażartej walce opadł na ziemie bez sił.
-Sasuke-kun!!- słyszał irytujący głos z oddali. To była Sakura.
-Sasuke trzymaj się, już biegniemy na ratunek!- Naruto poruszał się niczym błyskawica, aby pomóc przyjacielowi i siostrze- Wytrzymaj jeszcze trochę! Już nadciąga pomoc. Zaraz tutaj będzie mistrz Kakashi i Tsunade!
-Już jestem Sasuke-kun! Co się stało?! Nic ci nie jest?!- wrzeszczała gorączkowo różowowłosa. 
-Ka...- Kas...- próbował wydusić z siebie jedno słowo.
-No już spokojnie. Powiedz o co chodzi!
-Kasumi...- to były ostatnie słowa, które zdołał wypowiedzieć Sasuke, po czym całkowicie opadł z sił i po prostu zamknął oczy. Nie czuł już prawie nic.

_______________________________________________________

Nooo tak, długo mnie nie było. Wpadam tutaj jak mnie najdzie wena, więc kiedy następny wpis, nie mam pojęcia. 
Jak Wam się podoba nowy wygląda bloga? :')